Druidzi nadchodzą!

 

Bichon Walley, zwane w skrócie przez podróżujących kupców jako BW, gdzie każdego wieczoru w spokojniej do niedawna okolicznej tawernie (nie licząc oczywiście standardowych bójek oraz ataków potworów na miasto, które to w ostatnich dniach stawały się coraz częstsze) wysłuchiwali opowieści pijanego Bajarza. Wszyscy mieli już dość tych samych ciągłe powtarzanych historii, jednak nie zdawali sobie sprawy, że dzisiaj usłyszą coś zupełnie nowego,zupełnie nową historie, której żaden z mieszkańców jeszcze nie słyszał. Bajarz przypomniał sobie tą opowieść, gdy zobaczył trzech tajemniczych wędrowców, których nikt wcześniej nie widział w krainie Bichon. Wędrowcy ubrani byli w zimowe szaty a wielkie kaptury zasłaniały im twarze. Najdziwniejsze nie było jednak to, że nosili zimowe odzianie ale to, że ich szaty pokryte były szronem – był to jednak koniec lata czas zbiorów plonów... Bajarz wiedział, że lód na ich ubraniach oznaczać może tylko jedno: przybyszom musiało udać się uciec z lodowego więzienia, stworzonego przez potężne i magiczne stwory. Przybysze weszli do tawerny i bez zamawiania czegokolwiek zaczęli wypytywać mieszkańców czy ktoś nie widział innych podobnie do nich ubranych ludzi, z symbolem na płaszczu, który pokazali. Mieszkańcy Bichon wzruszyli tylko ramionami, jednak Stary Bajarz – on widząc symbol po prostu zasnął... Przybysze widząc, że nikt im nie pomoże wyszli i udali się w kierunku Snow Town. Karczmarz zauważywszy, że Stary bajarz śpi przy stole, zalany w trupa – postanowił go wyrzucić za drzwi, jednak ten zanim zdarzył podejść - ocknął się i zaczął opowieść. Nie była to zwykła opowieść, gdyż wszyscy mieszkańcy skupili na nim swoją uwagę. Była to opowieść z zamierzchłych czasów - o potężnych i mądrych istotach, które niegdyś zamieszkiwały te krainy w latach spokoju i dostatku wszystkich ludzi. Pewnego dnia wędrowcy jednak opuścili tą krainę a nikt nie wiedział dlaczego. W dniu, kiedy opuścili miasto jeden z mieszkańców, który często z nimi przebywał – miał sen, w którym widział trzech przybywających wędrowców a za nimi podążał oddział uzbrojonych Druidów... w tym momencie Stary Bajarz zemdlał, gdy odzyskał przytomność – zgarbiony burknął coś pod nosem i wyszedł zmartwiony. Mieszkańcy po tej opowieści odczuwali strach, gdyż przypuszczali, że wędrowcy, którzy odwiedzili tawernę, to ci sami z opowieści Starego Bajarza. Mieszkańcy w pośpiechu dokończyli trunki i udali się na spoczynek do swoich domów. Następnego dnia wszyscy oczekiwali armii uzbrojonych Druidów, jednak nikt się nie zjawiał. Mijały dni i następne. W końcu mieszkańcy stwierdzili, że to był zwykły zbieg okoliczności... ale czy na pewno? Mieszkańcy Bichon Walley mieli się o tym przekonać niebawem.